niedziela, 21 lutego 2016

1.Co stało się z senatorem?

Piąta czterdzieści jeden, dzwoni telefon, zaspany odbieram. "Cameron, znaleziono senatora w jego domu, prawdopodobnie nie żyje, przyjedź jak najszybciej!" Zastygłem, nie mogłem się poruszać, ani wydusić z siebie ani jednego słowa. Pan Marks był dla mnie jak ojciec, mogłem pójść do niego z każdym problemem, zawsze miał dla mnie czas. To nie może być prawda, nie!. Z konsternacji wyrwał mnie głos dobiegający z słuchawki, "Cameron, jesteś tam, słyszysz?! Wysyłam Ci adres,przyjeżdżaj natychmiast!".Musiałem się otrząsnąć. Dokładnie siedemnaście minut zajmuje mi przygotowanie się do wyjścia. Wybiegłem z domu łapiąc taksówkę i pojechałem do szpitala. Kiedy tam dotarłem ledwo przedarłem się przez tłum reporterów, pośpiesznie machając legitymacją wbiegłem do środka mijając policję. Na korytarzu czekała już Amanda. Była blada, miała rozmyty makijaż i cała się trzęsła. Zapytałem co się stało, ale zamiast odpowiedzi poczułem jak ściska mnie niemal tak mocno, że łamie mi żebra. Nigdy nie byłem sympatykiem takich zachowań, wręcz odrzucał mnie czyjś dotyk, ale uznałem, że stosownie będzie odwzajemnić uścisk i to przemilczeć. Powtórzyłem swoje pytanie, w tym samym momencie z sami wyszedł doktor. Podbiegłem do niego pytając o stan senatora, wyjaśniłem, że jestem jego asystentem, z medycznego bełkotu zrozumiałem tylko dwa słowa: "udar" i "śpiączka". Powiedział, że mogę wejść do środka. Niepewnie otworzyłem drzwi od pomieszczenia, zobaczyłem pana Marksa przypiętego to kilku urządzeń podtrzymujących funkcje życiowe, parę kabli, monitorów i jego żonę, Charlotte. Siedziała obok trzymając go za rękę. Przywitałem się i zapytałem, czy mogę jakoś pomóc. Rozpłakała się i poprosiła o herbatę. Wyszedłem na korytarz, nie mogłem trafić monetą do automatu, trzęsły mi się ręce. Po chwili wróciłem z napojem do sami. Poprosiłem, żeby opowiedziała mi o tym, co stało się dziś rano. "Ethan pracował do późna, kiedy kładłam się spać dalej przekładał jakieś papiery, chyba czegoś szukał. Przebudziłam się nad ranem, zauważyłam że nie ma go w łóżku więc zeszłam na dół, a tam zastałam go w salonie, leżał bez ruchu, nie reagował na nic".Przecież dobrze się trzymał, miał dopiero sześćdziesiąt trzy lata, tryskał energią, jak na swój wiek. Co niedzielę grał w golfa z innymi członkami Kongresu, raz w miesiącu jeździł na polowania, miał nawet w domu małą siłownie z której korzystał prawie codziennie. Nie pozostało mi nic innego, jak liczyć na to, że się obudzi. Zapytałem Charlotte, czy mogę pojechać do ich domu i przejrzeć papiery, zgodziła się. Wychodząc minąłem Amandę, która rozmawiała z policjantem, zapisywał coś w notesie. Znów wziąłem taksówkę i pojechałem do domu senatora. Mike, ochroniarz nadal stał przed drzwiami, jakby Ethan nadal był w środku... Przywitałem go i bez problemu wszedłem do środka. Minąłem hol, salon i poszedłem w kierunku gabinetu. Technicy w lateksowych rękawiczkach krzątali się po pokoju, zaglądali wszędzie, pobierali próbki z fotela, kubka czy pióra którym pisał. Przed drzwiami od pomieszania stał wysoki mężczyzna, brunet z lekkim zarostem i blizną przy lewym oku. Widząc mnie rozłączył się i ruszył w moim kierunku. "Ty pewnie jesteś Cameron Adams powiedział".Zgadza się, a pan to? "Detektyw Harvey Williams" powiedział wyjmując błyszczącą odznakę. "Mam do Ciebie kilka pytań", oznajmił wyjmując nieduży notes w skórzanej oprawi. "Kiedy widział pan senatora po raz ostatni?". Wczoraj, pracowaliśmy w biurze do siódmej, potem pan Marks pojechał do domu, a ja zostałem, miałem jeszcze trochę papierkowej roboty. "Czy ostatnio zdarzyło się coś, co mogło wskazywać na pogorszenie się stanu zdrowia senatora, cokolwiek niepokojącego?". Powiedziałem detektywowi, że senator był zdrów jak ryba i nigdy nie podejrzewałbym, że może dojść do czegoś takiego. Williams podziękował za rozmowę i chciał odejść wyjmując telefon, ale korzystając z okazji zapytałem, czy mogę zabrać dokumenty z biurka, tłumacząc, że są mi one potrzebne do dalszej pracy. Detektyw po chwili namysłu pozwolił mi wejść i je zabrać. Na biurku leżała sterta kartek, druków i folderów, a pod nimi terminarz Ethana. Włożyłem go ukradkiem do torby, resztę papierów trzymając w dłoni i wyszedłem. Zostawiłem swój numer telefonu policjantowi w razie dodatkowych pytań i pojechałem do domu. Tam przejrzałem wszystko, kartka po kartce, nie było w tym nic dziwnego. Projekty ustaw, listy pracowników, projekty przemówień i maile o charakterze roboczym. Jako ostatni wyjąłem notes. Zacząłem kartkować go pobieżnie, same daty spotkań, numery telefonów i niewyraźne notatki na marginesie. Nagle zatrzymałem się w miejscu, gdzie brakowało jednej kartki. Kartki z dzisiejszą datą. Została niechlujnie wyrwana, na pozostawionym skrawku widniał napis "Raff" i jakby fragment litery "e". Co to mogło być, nazwisko, adres, a może nazwa jakiejś firmy? Z rozmyślań wyrwało mnie pukanie do drzwi. Chowałem dziennik do szuflady w biurku i ruszyłem w kierunku drzwi. Za nimi stał Gabriel Brown, szef sztabu senatora Paulsena, trzymał w dłoni teczkę. Zaprosiłem go do środka, usiedliśmy przy stole i bez zbędnych ceremonii zaczął."Słuchaj Cameron, wiem, że to co się stało to wielka tragedia, ale pan Paulsen bardzo ceni pana Marksa i Ciebie, wie jak dobrym asystentem jesteś i ma dla Ciebie propozycje". Słuchałem dalej. "Jeżeli oczywiście chcesz, to do powrotu senatora Marksa możesz pracować u nas. Stawka jest taka sama, zakres obowiązków również, co Ty na to?". Z jednej strony ta oferta zdawała się bezczelna, ale z drugiej, pobyt mojego pracodawcy w szpitalu czynił mnie bezrobotnym do jego powrotu, więc postanowiłem się zgodzić. Poprosiłem o dwa dni, na uporządkowanie otwartych spraw senatora i mogłem zacząć pracę u Paulsena. Przeczytałem uważnie umowę, podpisałem ją i odprowadziłem gościa do drzwi. Resztę dnia spędziłem próbując dowiedzieć się, co mogą oznaczać litry z wyrwanej kartki i dlaczego brakuje jej w terminarzu. Szukałem nazwisk i adresów zaczynających się na "raff", niestety bezskutecznie. Zasnąłem z dziennikiem w ręku.